Jak trwoga to do człowieka ryb ... władcy siedmiu mórz!
Słowo "szczerecenzja" to zapożyczenie od kanału
zDvpy
Kamera
... i akcja :3
🎬🎫🎥🎦🎼🎶🎵 nutka do
przesłuchania przy czytaniu :D
(podany link)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Choć premiera tego filmu była już bodaj w grudniu to jakoś nie miałam czasu ani możliwości obejrzeć ten DCowski film.
Pierwsze od czego zaczyna się "Aquaman" jest sztorm i uratowanie przez Toma-latarnika królowej Atlanny. Przepiękna miłość połączyła dwoje kochanków z dwóch różnych światów i BUM! Powstał Arthur.
Szczerze?
Bardzo lubię relację łączącą Arthura z ojcem. Piją razem w pubie normalnie
piwerko, śmieją się i rozmawiają. I choć po ryju dostajesz zaropiałym ch*jem
zapijaczonego bezdomnego z czyrakami odbytu (coś podobnego kiedyś zDvpy
powiedział 😅😎😆) tym dubbingiem ... uważam jednak, że
jak ktoś ma zajawkę na komiksy/filmy/seriale z superbohaterami, jest geekiem i
chociaż trochę ogarnia kim jest Arthur Curry w końcu się wciągnie w fabułę a
ten dubbing w sumie już olewa.
Arthur do mądrych, inteligentnych i oczytanych
niczym Sheldon Cooper (fani "Teorii Wielkiego Podrywu" wiedzą o co
chodzi 😍) nie należy. Co strasznie drażni a przynajmniej mnie. Co
innego gdyby jeszcze główny bohater używał częściej mózgu. A tak ...
dostajemy randomowego bezmyślnego osiłka.
I ja nie mówię, że Curry jest
beznadziejny. Co to, to nie! Kocham go od "Ligi Sprawiedliwości"
kiedy pierwszy raz zobaczyłam Jasona Momoę (aktor wcielający się w
protagonistę) i jego grę aktorską. Mam wrażenie, że Jason nadał nowego mocnego
charakteru człowiekowi rybie, który w kreskówce utknął w foliowej czy
plastikowej formie na babeczki. Dzięki niemu ta postać stała się silna, mniej
bekowa, mniej taka ... kolokwialnie mówiąc mało istotna.
Akurat to, że Aquaman w filmie nie jest
blondynem i ma dłuższe włosy jest atutem. Bo wyobraźcie sobie takiego
Syrenamena (tu z kolei pozdrawiam tych który znają Spongeboba) w prawdziwym
filmie. NJE! Po co nam kolejny Clark Kent z tlenionymi włosami?
Ale przejdźmy do najgorszej postaci jaką DC stworzyło ... . Do Mery.
Mera to księżniczka, córka króla Nereusa, częściowo narzeczona króla Orma
(brata Arthura). Jak ja jej nie trawię! Ughhhh! Ona bije po ryju swoją
idealnością a to już nie kuje w oczy a raczej przebija Ci oczy aż trójzęby
wychodzą przebite z drugiej strony głowy. I kiedy w komiksach czy kreskówce
Mera jest super i ją lubię tak w filmie jest niczym Baśka z serialu
"Gotham"- nienawidzisz od razu gdy ją ujrzysz i gdy ona coś powie. To
taka Arielka z nogami i potrafiąca się bić. Coś jak Czarna Wdowa z Marvela
tylko w wersji morskiej, idealniejszej i z DC.
Nienawidzę Mery i nienawidzę shipu
Arthera. Po prostu ...
Za to bardzo lubię Vulko.
O ten o tu pan "koczek".
Nie wiem czy to dzięki aktorowi (Willem Dafoe), który w jedynym
prawilnym Spiredmanie (ten z Peterem którego grał Tobey <3) odegrał rolę
wuja Henryka Osbourne'a (a także Goblina jednego z przeciwników
Spidermana) czy też dzięki usposobieniu postaci Vulko.
Wiecznie spokojny, opanowany, tajny agent, wierny królowej Atlannie i
Arthurowi. To jak on uczy Arthura i jak z nim rozmawia sprawia, że sama
chciałabym być uczona przez niego.
Jedną z najlepszych scen w filmie jest wycieczka klasowa do
oceanarium małego bohatera. To jest takie super, że nie mam słów by
wyrazić swoje podjaranie się.
Orm.
Brat króla Atlanty. Możecie go lubić lub nie, ale z czasem i tak go polubicie.
Bo w sumie Orma wychowywał jego ojciec a nie Tom ojciec Arthura. Sam blondyn
chce wytoczyć wojnę ludziom za to jak zaśmiecają i niszczą wodne ekosystemy. Tu
go popieram.
W ciągu całego filmu
przewijają się trójzęby. Dla Atlanów to symbol władzy. Arthur włada najpierw
trójzębem jego matki, Orm trójzębem swojego ojca. Niemniej Aquaman okazuje się
godny najpotężniejszej broni w całym oceanie. To trójząb króla Atlana. On jedna
wszystkie siedem mórz i wprowadza posłuch u wszelakich morskich stworzeń w tym
u Karakena.
Nikt mi nie wmówi, że Curry jest słabą postacią, ponieważ Jason
Momoa ukradł moje serce na całego w tej scenie, w której odbiera z rąk króla
Atlana trójząb (pierwszy gif pod słowem "Karakena").
I możemy się wykłócać o to czy film jest słaby czy jest genialny patrząc
na repertuar filmowo-serialowy od DC.
Uważam,
że "Aquaman" jest warty obejrzenia. Mnie na ten przykład bardzo jara
chociaż wprowadza także w ku*wicę i cringe. Ten dubbing jest straszny, Mera to
ideał którym się rzyga wręcz niczym Bonus BGC (wiecie o kogo chodzi, a jak nie
to zaraz dam gifa xD. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach :p), fabuła to się
wlecze to gna jak pieseł mojej przyjaciółki za jego ulubioną piłaską. Postacie
są niedorobione, brakuje kilku mocnych scen, które sprawiłyby że film nawet z
przeokropnym dubbingiem byłby bardzo fajny a nawet genialny. Z drugiej strony
mamy pana mórz i oceanów, świetne charakteryzacje, przecudowne podwodne miasta,
historię która zapada w pamięci, sceny przy których dostaje się gęsiej skórki a
włosy z podekscytowania stają dęba, postacie mimo swojego niedopracowania są
fantastycznie zagrane.
Polecam bardzo gorąco obejrzeć
"Aquamana", bo nie ma wiele filmów o superbohaterach, w których to
odczuje się cały wachlarz emocjonalny w niecałe 2 i pół godziny. Naprawdę warto
zobaczyć podwodną przygodę Arthura Curry'ego.
Ocena .... 9/10. A tak! Bo co mi tam!
Jaram się jak gimbusy na wieść o Fame MMA 3!
NiePoczytalna lunatyczka bez odbioru! *salutuje*
A
na koniec Arthur z jego silnymi argumentami xD
Jak trwoga to do człowieka ryb ... władcy siedmiu mórz!
Słowo "szczerecenzja" to zapożyczenie od kanału
zDvpy
Kamera
... i akcja :3
🎬🎫🎥🎦🎼🎶🎵 nutka do
przesłuchania przy czytaniu :D
(podany link)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Choć premiera tego filmu była już bodaj w grudniu to jakoś nie miałam czasu ani możliwości obejrzeć ten DCowski film.
Pierwsze od czego zaczyna się "Aquaman" jest sztorm i uratowanie przez Toma-latarnika królowej Atlanny. Przepiękna miłość połączyła dwoje kochanków z dwóch różnych światów i BUM! Powstał Arthur.
Szczerze?
Bardzo lubię relację łączącą Arthura z ojcem. Piją razem w pubie normalnie
piwerko, śmieją się i rozmawiają. I choć po ryju dostajesz zaropiałym ch*jem
zapijaczonego bezdomnego z czyrakami odbytu (coś podobnego kiedyś zDvpy
powiedział 😅😎😆) tym dubbingiem ... uważam jednak, że
jak ktoś ma zajawkę na komiksy/filmy/seriale z superbohaterami, jest geekiem i
chociaż trochę ogarnia kim jest Arthur Curry w końcu się wciągnie w fabułę a
ten dubbing w sumie już olewa.
Arthur do mądrych, inteligentnych i oczytanych
niczym Sheldon Cooper (fani "Teorii Wielkiego Podrywu" wiedzą o co
chodzi 😍) nie należy. Co strasznie drażni a przynajmniej mnie. Co
innego gdyby jeszcze główny bohater używał częściej mózgu. A tak ...
dostajemy randomowego bezmyślnego osiłka.
I ja nie mówię, że Curry jest
beznadziejny. Co to, to nie! Kocham go od "Ligi Sprawiedliwości"
kiedy pierwszy raz zobaczyłam Jasona Momoę (aktor wcielający się w
protagonistę) i jego grę aktorską. Mam wrażenie, że Jason nadał nowego mocnego
charakteru człowiekowi rybie, który w kreskówce utknął w foliowej czy
plastikowej formie na babeczki. Dzięki niemu ta postać stała się silna, mniej
bekowa, mniej taka ... kolokwialnie mówiąc mało istotna.
Akurat to, że Aquaman w filmie nie jest
blondynem i ma dłuższe włosy jest atutem. Bo wyobraźcie sobie takiego
Syrenamena (tu z kolei pozdrawiam tych który znają Spongeboba) w prawdziwym
filmie. NJE! Po co nam kolejny Clark Kent z tlenionymi włosami?
Ale przejdźmy do najgorszej postaci jaką DC stworzyło ... . Do Mery.
Mera to księżniczka, córka króla Nereusa, częściowo narzeczona króla Orma
(brata Arthura). Jak ja jej nie trawię! Ughhhh! Ona bije po ryju swoją
idealnością a to już nie kuje w oczy a raczej przebija Ci oczy aż trójzęby
wychodzą przebite z drugiej strony głowy. I kiedy w komiksach czy kreskówce
Mera jest super i ją lubię tak w filmie jest niczym Baśka z serialu
"Gotham"- nienawidzisz od razu gdy ją ujrzysz i gdy ona coś powie. To
taka Arielka z nogami i potrafiąca się bić. Coś jak Czarna Wdowa z Marvela
tylko w wersji morskiej, idealniejszej i z DC.
Nienawidzę Mery i nienawidzę shipu
Arthera. Po prostu ...
Za to bardzo lubię Vulko.
O ten o tu pan "koczek".
Nie wiem czy to dzięki aktorowi (Willem Dafoe), który w jedynym
prawilnym Spiredmanie (ten z Peterem którego grał Tobey <3) odegrał rolę
wuja Henryka Osbourne'a (a także Goblina jednego z przeciwników
Spidermana) czy też dzięki usposobieniu postaci Vulko.
Wiecznie spokojny, opanowany, tajny agent, wierny królowej Atlannie i
Arthurowi. To jak on uczy Arthura i jak z nim rozmawia sprawia, że sama
chciałabym być uczona przez niego.
Jedną z najlepszych scen w filmie jest wycieczka klasowa do
oceanarium małego bohatera. To jest takie super, że nie mam słów by
wyrazić swoje podjaranie się.
Orm.
Brat króla Atlanty. Możecie go lubić lub nie, ale z czasem i tak go polubicie.
Bo w sumie Orma wychowywał jego ojciec a nie Tom ojciec Arthura. Sam blondyn
chce wytoczyć wojnę ludziom za to jak zaśmiecają i niszczą wodne ekosystemy. Tu
go popieram.
W ciągu całego filmu
przewijają się trójzęby. Dla Atlanów to symbol władzy. Arthur włada najpierw
trójzębem jego matki, Orm trójzębem swojego ojca. Niemniej Aquaman okazuje się
godny najpotężniejszej broni w całym oceanie. To trójząb króla Atlana. On jedna
wszystkie siedem mórz i wprowadza posłuch u wszelakich morskich stworzeń w tym
u Karakena.
Nikt mi nie wmówi, że Curry jest słabą postacią, ponieważ Jason
Momoa ukradł moje serce na całego w tej scenie, w której odbiera z rąk króla
Atlana trójząb (pierwszy gif pod słowem "Karakena").
I możemy się wykłócać o to czy film jest słaby czy jest genialny patrząc
na repertuar filmowo-serialowy od DC.
Uważam,
że "Aquaman" jest warty obejrzenia. Mnie na ten przykład bardzo jara
chociaż wprowadza także w ku*wicę i cringe. Ten dubbing jest straszny, Mera to
ideał którym się rzyga wręcz niczym Bonus BGC (wiecie o kogo chodzi, a jak nie
to zaraz dam gifa xD. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach :p), fabuła to się
wlecze to gna jak pieseł mojej przyjaciółki za jego ulubioną piłaską. Postacie
są niedorobione, brakuje kilku mocnych scen, które sprawiłyby że film nawet z
przeokropnym dubbingiem byłby bardzo fajny a nawet genialny. Z drugiej strony
mamy pana mórz i oceanów, świetne charakteryzacje, przecudowne podwodne miasta,
historię która zapada w pamięci, sceny przy których dostaje się gęsiej skórki a
włosy z podekscytowania stają dęba, postacie mimo swojego niedopracowania są
fantastycznie zagrane.
Polecam bardzo gorąco obejrzeć
"Aquamana", bo nie ma wiele filmów o superbohaterach, w których to
odczuje się cały wachlarz emocjonalny w niecałe 2 i pół godziny. Naprawdę warto
zobaczyć podwodną przygodę Arthura Curry'ego.
Ocena .... 9/10. A tak! Bo co mi tam!
Jaram się jak gimbusy na wieść o Fame MMA 3!
NiePoczytalna lunatyczka bez odbioru! *salutuje*
A
na koniec Arthur z jego silnymi argumentami xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz